czwartek, 8 lipca 2010

kolej.

no dobra.
czyli się zdystansowałam. to super. ale czy moje emocje też? o nie, one nie. one aż buzują w środku ciesząc się "wtedy".
wczoraj była piękna pogoda. zwłaszcza na kolei. było ciepło, chmury wyglądały jak wacik namoknięty atramentem, wiało. wiatr był ogromny. siedziałam na peronie, obserwowałam, jak trawy wokół tańczą i paliłam papierosa. bardzo ciężko było mi go odpalić. zapałki gasły jedna po drugiej zawsze wtedy, kiedy już prawie się zapalił. aż w końcu się udało. i co? i smakował wyjątkowo.
bo papierosa nie należy palić na szybkiego w byle jakim kącie. potrzebna jest celebracja. musi być kawa i dobre babskie pogaduchy, whisky i sarkastyczne spojrzenie na rzeczywistość albo tak jak wczoraj.
stary opuszczony peron, zapach metalu, rdzy i trawy. wysokie. zewsząd. papieros zapalony w trudzie i myśli.
dużo myślałam. znów.
w końcu byłam z dala od wszystkich. byłam sama. pachniało dzieciństwem, nie było upału, nie było chłodno. wszystko było akurat, więc mogłam w spokoju pomyśleć nad tym, co się stało i co będzie dalej.
ze mną i z Nim jest tak jak z tym papierosem. moje ogromne, liczne starania. czy coś dały? pewnie nie, ale wiem jedno. jest pewna płaszczyzna, na której zmieniło się wszystko.
patrzy na mnie inaczej. wiem to.
ja? cóż. tradycyjnie udaję, że mnie to obeszło. że mnie to nie obchodzi. że tamte stanowczo zbyt namiętne pocałunki nic nie znaczyły, że to co mówił słyszę od każdego, że to nie zrobiło na mnie wrażenia.
na drugi dzień obudziłam się, na szafce stał bukiet od niego. zerwał je tam, na kolei na pierwszym spotkaniu. uśmiechnęłam się, a potem już tylko się bałam. dopadł mnie ogromny strach. od tamtej chwili nie cieszę się, a mogłabym przecież. drżę myśląc co dalej.
i te cholerne emocje. znam siebie doskonale i wiem, że są uzależnione od Jego słów, czynów i gestów.

ja to tylko ja.
On to aż On.

to chore.
nie wiem.
nie wiem.
nie wiem.

nie miało iść tym torem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz